75-100 km Średnio trudna

Polska Syberia, kamienie Wilhelma i akwedukty Północy

on
13 lipca 2020

Głównie szutry i drogi leśne. Asfalt się zdarza, ale bez przesady. Pagórkowato.

Trasa średnio trudna; ok. 90 km.

Ciągnęło mnie tam już od roku. Tajga jak na Syberii, malina moroszka, wybuchowe jezioro, pamiątki po Kajzerze… Czego tam nie ma?

W końcu się udało.

Gołdap. Miasto z największą liczbą „Biedronek” i firm autokarowych na mieszkańca. Ale wynająć autokaru nie sposób – wszyscy jeżdżą tylko „na własne potrzeby” (to znaczy parę kilometrów za granicę, zatankować kilkaset litrów, i z powrotem; opłaca się kupić autokar i zrobić na niego prawo jazdy). Ale to już nie to co parę lat temu, gdy funkcjonował mały ruch graniczny z Obwodem Kaliningradzkim i miasto dosłownie żyło z Rosjan i z przemytu. Co domek, to inna specjalizacja była: stacja benzynowa w garażu, papierosy, spirytus.

Teraz Gołdap stawia na prawdziwych turystów. To najmłodsze uzdrowisko w Polsce (i jedyne z czystym powietrzem). Można się tu napić zdrowej wody i poprzechadzać po malowniczo położonych nad jez. Gołdap tężniach. Niedaleko, w obecnym sanatorium Wital  (którego właścicielem jest zresztą emerytowany porucznik SB), internowano w stanie wojennym około czterysta działaczek „Solidarności”, m.in. Annę Walentynowicz.

Koło tężni, na dużym parkingu, zostawiam samochód i ruszam promenadą na północ. Potem w lewo i drogą nr 651 (wzdłuż której prowadzi trasa rowerowa Green Velo) na wschód. W Botkunach po lewej niedaleko drogi ciekawy wiadukt kolejowy (ale to dopiero przedsmak tego co czeka mnie później). Właściwy szlak zaczyna się w Jurkiszkach, gdzie po minięciu mostu na rzece Jarka skręcam w lewo, i za chwilę na rozwidleniu jeszcze raz w lewo.

Kieruję się z powrotem na północ, w stronę Rosji. W Jurkiszkach zaczyna się czerwony szlak rowerowy „Rominckiego Jelenia”, którym będę dziś jechać przez większą część dnia. Szlak powstał dla upamiętnienia wyjątkowego gatunku jelenia występującego niegdyś w Puszczy Rominckiej oraz cesarza Wilhelma II, który te jelenie powystrzelał. W dodatku stawiali mu kamień, jak tylko któregoś jelenia załatwił (poszukiwanie tych kamieni to teraz popularny sport wśród turystów, szczególnie niemieckich).

Na początek jadę w stronę opuszczonej wsi Szyliny. Teraz ludzi zastąpiły tam owady, dla których postawiono specjalne domki.

Koło tychże domków szlak skręca ostro w prawo, po czym dłuższy czas prowadzi prosto na wschód, blisko granicy. Wszędzie stoją informujące o tym tablice (w stronę granicy wiedzie niepokojąco dużo dróg, ale pewnie większy ruch jest tam nocą niż za dnia :-)).

Puszcza Romincka trochę mnie, szczerze mówiąc, rozczarowała. Może dlatego, że Lasy Państwowe zainwestowały w drogę, i teraz jest tam szeroka szutrowa autostrada wysypana grubym tłuczniem, po którym słabo się jeździ rowerem, a przy okazji budowy drogi rozorano rowy i pobocza, miejscami stawiając barierki jak w środku miasta. Do tego tną tę puszczę na potęgę.

Owszem, są rezerwaty, bagna, pomnikowe drzewa, urokliwe śródleśne jeziorka. Na przykład rezerwat torfowiskowy Mechacz Wielki, rezerwat Boczki (chroniący wzgórza morenowe i torfowiska z rzadkimi roślinami), Czerwona Struga (tu mamy z kolei stromy jar strumienia z licznymi stanowiskami pióropusznika strusiego), Dziki Kąt (stare sosny i świerki), Struga Żytkiejmska. Ten ostatni jest największy powierzchniowo ze wszystkich (470 ha) i obejmuje dolinę rzeki pełną torfowisk, bagiennych lasów i sporych przewyższeń. Rzeka ta jest wyjątkowa w tym sensie, że wije się w pobliżu granicy z Rosją, kilkakrotnie ją przekraczając (znalazłaby tam zastosowanie niewielka, cicha, zdalnie sterowana jednostka pływająca…).  

W okolicach rezerwatu Boczki natykam się na pierwszy kamień Wilhelma, i od razu nie byle jaki, bo upamiętniający… dwutysięcznego jelenia zabitego przez tegoż Wilhelma. Wyobrażacie sobie? Jeden człowiek zabił 2 tysiące tych pięknych zwierząt!

Dalej trzymam się czerwonego szlaku rowerowego (niestety, słabo z tymi znakami, szczególnie w puszczy), po czym mijam rzekę Bludzię, a potem Błędziankę, gdzie można spotkać wiele rzadkich roślin, takich jak wielosił błękitny, włosienicznik rzeczny czy fiołek torfowy (bardzo rzadki gatunek, krytycznie zagrożony wyginięciem – obecnie jedynie 20 stanowisk w Polsce).

Po rosyjskiej stronie rzeka ta nazywa się Krasnaja, ma charakter rzeki górskiej i organizowane są na niej spływy kajakowe.

I to już wschodni kraniec Puszczy – w okolicach Osady Leśnej wyjeżdżam na asfalt i skręcam w lewo do Żytkiejm. Żytkiejmy to wieś założona przez osadników z Litwy. W XVIII w. z kolei osiedlili się tu protestanci wypędzeni z okolic Salzburga. I może właśnie ze względu na nich w 1939 r. działał tu ośrodek szkolenia dywersantów i agentów hitlerowskich, Hotel Św. Huberta.

Internet twierdzi, że jest tu bar. Niestety, zamknięty na głucho… Ale sklepów z lodami i zimnymi napojami, a nawet świeżymi truskawkami, kilka pozostało.

Z Żytkiejm szlak prowadzi na południe do wsi Degucie (obok takich miejsc jak Kieksejmy czy Skajzgiry) oraz słynnych Stańczyków. Znajdujące się tam mosty kolejowe łączą brzegi rynny polodowcowej rzeczki Błędzianki. Zaprojektowane przez włoskich architektów i zbudowane w latach 1912-26, wyglądem nawiązują do rzymskich akweduktów. Wysokość każdego z bliźniaczych mostów sięga 36,5m i są to jedne z najwyższych mostów w Polsce. Można było z nich nawet skakać na bungee (obecnie jest to zabronione).

Spod Stańczyków obok parkingu w dół, po czym asfaltem w prawo (szlak Green Velo), przepiękną zabytkową aleją jarząbów szwedzkich.

Z lewej mijam dwa jeziorka, z których jedno (Tobellus Mały) znane jest z tego, że w 1926r. … wybuchło. Nagły głęboki spadek ciśnienia podczas burzy w połączeniu z silnym wiatrem spowodował uwolnienie metanu zalegającego na dnie jeziora, a piorun zainicjował jego wybuch. Powstała fontanna błota o wysokości kilku metrów, jezioro znikło pod gęstym szlamem i dopiero po dłuższym czasie pojawiło się znowu. Eksplozja mieszanki metanu i tlenu była podobno na tyle silna, że wyrzuciła ogromne bryły osadów nawet 200 metrów od jeziorka i spowodowała ukształtowanie zupełnie nowej misy jeziora, przypominającej kratery wulkaniczne. Więcej informacji: https://goldap.org.pl/2015/05/szanowna-redakcjo-9/

Kto by pomyślał, że takie rzeczy na spokojnej Suwalszczyźnie? Wybuchy, kratery, wulkany? A owszem, zdarzają się tu nawet i trzęsienia ziemi – ostatnie całkiem niedawno, w 2004r. (4. stopień w skali Richtera).

W Błąkałach skręcam w prawo, po czym zaraz znowu w lewo i ponownie w lewo, do Żabojadów. W Żabojadach w prawo i zaraz w lewo. Tu otwierają się przepiękne panoramy Puszczy Rominckiej, aż na stronę rosyjską.

W Bludziach warto zwiedzić park podworski, zrewaloryzowany w 2014r. Szczególnie wyróżnia się pomnikowy dąb szypułkowy „Dworzanin” (410cm w obwodzie), rząd 20 dębów na zachodnim skraju parku oraz stary jawor przy ruinach dawnej lodowni.

W Bludziach skręcam na południe, kierując się na Kiepojcie. Tam znajdują się wiadukty niewiele ustępujące tym w Stańczykach (wiadukt na drodze do Kiepojć też niczego sobie, ale warto wdrapać się nań i przejść ok. 500m na zachód do kolejnego).

W Kiepojciach w prawo na asfalt (znowu Green Velo). Zjeżdżam na MOR nad jez. Przerośl (jeden z ładniej położonych na trasie), by ochłodzić się trochę.

Dalej trasa prowadzi przez Dubeninki. Malowniczo położony cmentarz (ciekawostką jest grób niemiecki sprzed zaledwie kilku lat).

W Zawiszynie w lewo i obok Góry Słupowej nad jez. Czarne. Następnie wzdłuż jeziora (nadal rowerowy szlak czerwony i Green Velo) do Kociołków, potem asfaltem na zachód do wsi Galwiecie.

Tu trzeba skręcić w lewo, po czym w prawo nasypem dawnej linii kolejowej.

Wkrótce kolejne, niezwykle ciekawe mosty nad rzeką Jarka. Mało kto o nich słyszał, a wrażenie robią prawie jak Angkor Wat. Środek lasu, żywego ducha, drzewa już je przerastają, ale stoją majestatyczne i nikomu dziś niepotrzebne, jak świadectwo wymarłej cywilizacji.

Uciekając przed komarami, mijam ostatni już tego dnia wiadukt, dojeżdżam z powrotem do Jurkiszek, a stamtąd tą samą drogą co rano do Gołdapi.

A tam – sztach czystego powietrza w tężniach (nie to żeby w Puszczy Rominckiej było mniej czyste…), odnowa biologiczna w pobliskim hotelu Ventus i zasłużona kolacja. Puszcza Puszczą, ale cywilizacja też ma swoje zalety.

Link do trasy w Endomondo: https://www.endomondo.com/users/30674319/workouts/1126041959

Maj 2018

TAGS
RELATED POSTS

LEAVE A COMMENT

KRZYSZTOF
Mazury

Urodziłem się na Mazurach, nauczyłem jeździć rowerem w wieku lat 3, a jednym z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa była fascynacja prędkością po odpięciu dodatkowych kółeczek i… rozbite kolano wkrótce potem. W czasach, gdy o kaskach (nie mówiąc o GPS-ach i spodenkach rowerowych) nikt nawet jeszcze nie myślał, poznawałem bliższe i dalsze okolice na rowerze. Dzisiaj do tego wróciłem. Fascynuje mnie zwłaszcza odkrywanie lokalnych tajemnic, jeżdżenie tam gdzie nikt nie jeździ, eksploracja tras łączących ciekawe miejsca z odrobiną wyzwania sportowego. Teraz dzielę się tymi odkryciami z Wami. Mam nadzieję, że zainspiruję Was do odkrycia z siodełka innych Mazur – dzikich, trochę bezludnych i całkiem górskich. Takich Mazur od d… strony.

Najnowsze komentarze